Dlaczego na początku lud poparł zamach na demokrację

Historia powtarza się dwa razy. Karol Marks Mija 100 lat, od kiedy Józef Piłsudski przejął dyktatorską władzę w Polsce. Nie bardzo wiem, kto zorganizuje obchody tej rocznicy. Nawet jeśli, będzie to kolejne załgane przedsięwzięcie, podkreślające geniusz Marszałka i jego osiągnięcia, przy których blakną Bereza Kartuska, proces brzeski czy strzelanie do chłopów w Łapanowie. Nie jestem historykiem, nie interesują mnie szczegóły, a tym bardziej meandry marszu Marszałka na Warszawę. Bardziej interesuje mnie, dlaczego na początku lud poparł zamach na demokrację i jakie wnioski można z tego wyprowadzić dla nas, tu i teraz. Rysuję to grubym ołówkiem, mając pełne zaufanie do Czytelników „Przeglądu”, ich wyobraźni i poczucia absurdu zawartego w cytowanym powiedzeniu Karola Marksa. Moim zdaniem o sukcesie Marszałka i poparciu, jakie okazała mu znaczna część społeczeństwa, zadecydowały trzy czynniki. Pierwszy to brak spójności społecznej w nowo powstałej Rzeczypospolitej. Tworzy się oto bowiem państwo, od którego obywatele odwykli. Opowiadanie o tym, jak to przez 123 lata zaborów pielęgnowaliśmy ducha narodu polskiego, jak tęskniliśmy za własnym państwem, jest miłe, ale nieprawdziwe. Pod zaborami żyło sześć pokoleń, które nasiąkały poddańczą kulturą polityczną i odrębną kulturą cywilizacyjną. Te granice zaborów widoczne są po dzień dzisiejszy: w języku, obyczajach i stosunku do państwa wyrażającym się w postawach politycznych. Ponadto chłopi pamiętali, że to zaborcy zlikwidowali pańszczyznę i dali im wolność osobistą. Skoro zobaczyli w Sejmie po 1918 r. tych magnatów, których własnością byli do niedawna, nic dziwnego, że takiemu państwu nie ufali. Dodajmy do tego, że ok. 30% obywateli Rzeczypospolitej nie było etnicznymi Polakami. Mniejszości zawsze podejrzewają, że nie są pełnoprawnymi obywatelami, a ich relacje z większością często odwołują się do lekceważenia czy nawet pogardy, jaką ta większość im okazuje. Pogromy nie są wynalazkiem XX w. Marsz endecji przez Polskę budził więc zrozumiałe zaniepokojenie. Mamy rok 2026. Nie mamy znaczących mniejszości narodowych czy etnicznych, ale mamy imigrację. Będzie coraz liczniejsza, bo to my – z powodów demograficznych – potrzebujemy nowych rąk do pracy. Mamy podzielone – jak nigdy dotąd – społeczeństwo i elity polityczne. Nie wedle poglądów na świat i na politykę, te podziały są dużo głębsze. Centrum – peryferie, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Dlaczego na początku lud poparł zamach na demokrację
Lewica wobec zamachu majowego

Zapewniła Piłsudskiemu wygraną Na pierwszy rzut oka w maju 1926 r. lewica mocno zgrzeszyła brakiem konsekwencji. Wcześniej bowiem z wielką determinacją broniła konstytucji i praworządności przed autorytarnymi zakusami nacjonalistycznej prawicy. Kiedy jednak na zamach stanu zdecydował się Józef Piłsudski, poparła go bez najmniejszego wahania. Więcej nawet, walnie przyczyniła się do sukcesu Marszałka, który bez jej wsparcia zapewne poniósłby porażkę. Taka postawa była konsekwencją głębokiego politycznego pęknięcia, do którego doszło już na początku XX w. Podział wykuł się w ogniu wielkiego buntu, jaki ogarnął ziemie zaboru rosyjskiego w latach 1904-1908, a do historii przeszedł pod nazwą rewolucji 1905 r. Po jednej stronie barykady stanęła nacjonalistyczna prawica, zdominowana przez Narodową Demokrację, którą kierował Roman Dmowski. Broniła interesów warstw posiadających i przeciwstawiała się społecznym i politycznym żądaniom zbuntowanych tłumów, głównie robotników przemysłowych i rolnych. O ich interesy upominała się walcząca po drugiej stronie barykady lewica, na czele z Polską Partią Socjalistyczną, w której bardzo ważną rolę odgrywał Józef Piłsudski. Konflikt był tak ostry, że doprowadził do bratobójczych mordów, których ofiarą padły setki, a może i tysiące ludzi. Rywalizacja nie wygasła z upadkiem rewolucji, tylko przekształciła się w tzw. spór o orientacje, czyli działanie prowadzące do odbudowania własnego państwa. Dmowski stawiał na sojusz z caratem, licząc, że ten zgodzi się na propolskie ustępstwa. Piłsudski organizował czyn zbrojny, napędzany energią mas ludowych, realizowany u boku Austro-Węgier i Niemiec. Towarzyszyły temu wzajemne oskarżenia o zdradę i wysługiwanie się obcym wywiadom. Bezpardonowej rywalizacji nie osłabił wielki przewrót polityczny, jaki się dokonał jesienią 1918 r., gdy klęski wojenne i rewolucje unicestwiły potęgę zaborców, umożliwiając odbudowanie niepodległej Polski. Wręcz przeciwnie, lewica i prawica z nowym impetem starły się o to, kto i jak będzie rządził odradzającym się państwem. Każdy z adwersarzy chciał przejąć pełnię władzy, sięgając po nią siłą. Najpierw zamachu dokonała 7 listopada 1918 r. w Lublinie lewica, tworząc rząd Ignacego Daszyńskiego, złożony z socjalistów, radykalnych ludowców i inteligenckich demokratów. Dwa miesiące później pięknym za nadobne odpłaciła nacjonalistyczna prawica, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Lewica wobec zamachu majowego
Matura szyta na miarę

Nie załamujcie rąk nad wynikami egzaminów – były i będą takie same Gdy spojrzeć na statystyki maturalne kolejnych roczników, wyłania się zaskakująco stabilny obraz: niezależnie od zmian podstawy programowej i modyfikacji formuły rezultaty pozostają niemal takie same. To każe podejrzewać, że matura jest w praktyce „skalibrowana” – tak aby zdawalność utrzymywała się na społecznie akceptowanym poziomie, a egzamin spełniał funkcję państwowego filtra, który ma działać przewidywalnie. Kalibracja matury Co roku w maju powtarza się ten sam rytuał: jedni zaciskają kciuki, drudzy wieszczą katastrofę, a nagłówki podkręcają emocje, sugerując, że „matury znów poszły gorzej niż kiedyś”. Tyle że w tej opowieści zwykle brakuje najważniejszego pytania: czy wyniki mówią nam cokolwiek o realnym poziomie wiedzy uczniów? Śledząc statystyki poszczególnych roczników, można zauważyć wyraźny trend – wyniki niezależnie od zmiennych są wręcz identyczne. „Nie ma możliwości porównywania nieporównywalnych wyników egzaminów maturalnych, gdyż każdy rocznik zdaje egzamin na poziomie skalibrowanym do jego kompetencji. Przygotowywane testy mają własną skalę, toteż wynik np. 78% zdawalności z danego przedmiotu w jednym roku w porównaniu z 75% w poprzednim absolutnie nie oznacza, że nastąpiła poprawa o 3 pkt proc. Testy egzaminacyjne są konstruowane pod decyzję polityczną w sprawie pożądanego odsetka porażek, do którego dobiera się progowy wynik. Jeśli politycy rządzącej koalicji założą, k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Matura szyta na miarę
Lex Kamilek – lex bubel

Ustawa była przedstawiana jako przełom w ochronie dzieci  Lex Kamilek, nazywana też Ustawą Kamilkową, to nowelizacja przepisów dotyczących ochrony małoletnich, uchwalona po śmierci ośmioletniego Kamilka z Częstochowy. Najważniejsze przepisy weszły w życie 15 lutego 2024 r. Placówki i podmioty pracujące z dziećmi miały czas na wdrożenie standardów ochrony małoletnich do 15 sierpnia 2024 r.  Ustawa objęła m.in. szkoły, przedszkola, placówki opiekuńcze, wychowawcze, medyczne, sportowe, rekreacyjne, artystyczne i religijne, a także inne miejsca, w których przebywają dzieci. Wprowadzono obowiązek spisania zasad reagowania na podejrzenie krzywdzenia dziecka, dokumentowania interwencji, wyznaczania osób odpowiedzialnych za zgłoszenia oraz sprawdzania osób dopuszczanych do pracy z małoletnimi.  Przedstawiano ustawę jako przełom w ochronie dzieci. Miała być narzędziem, które pozwoli szybciej wykrywać przemoc, zaniedbanie oraz wykorzystywanie małoletnich. Społeczeństwo dostało więc sygnał, że po tragedii Kamilka państwo wyciągnęło wnioski i stworzyło system skutecznej ochrony dzieci przed przemocą. Ale to nieprawda.  Największa wada Lex Kamilek polega na tym, że ustawa nadal opiera się na zaufaniu do tych samych instytucji, które mają być kontrolowane. Zakłada, że szkoła, pomoc społeczna, kurator albo inna placówka rzetelnie opiszą własne działania; jeśli ktoś czegoś nie zrobił, sam to ujawni. To założenie naiwne. Jeżeli pracownik instytucji przymknął oko, zlekceważył sygnał albo ograniczył się do czynności pozorowanych, nie napisze tego w sprawozdaniu. Jeżeli dyrektor szkoły chce chronić placówkę, może napisać, że wszystko sprawdzono i niczego niepokojącego nie potwierdzono. Bez zewnętrznej kontroli taki dokument staje się tarczą dla instytucji, a nie ochroną dziecka.  Ten mechanizm dobrze widać w innych sprawach, niezwiązanych bezpośrednio z Kamilkiem. Oto przykład z życia. Do organu prowadzącego szkołę trafia zawiadomienie rodzica, że nauczyciel mógł się dopuścić zachowań seksualnych wobec dziecka na wycieczce szkolnej. Organ prowadzący prosi dyrektora szkoły o wyjaśnienia. Ten po pewnym czasie odsyła kilkustronicowe pismo, że przeprowadzono postępowanie i nie stwierdzono molestowania.  I na tym sprawa może się skończyć. Urząd wierzy dyrektorowi. Nie sprawdza, czy postępowanie naprawdę się odbyło, nie pyta, kto rozmawiał z dziećmi, czy rozmowy były dokumentowane. W aktach zostaje kilka stron wyjaśnień. Bez raportów, protokołów, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Lex Kamilek – lex bubel

Felietony Przeglądu

Wywiady Przeglądu

Klasyka Przeglądu

Kraj

Nie załamujcie rąk nad wynikami egzaminów – były i będą takie same Gdy spojrzeć na statystyki maturalne kolejnych roczników, wyłania się zaskakująco stabilny obraz: niezależnie od zmian podstawy programowej i modyfikacji formuły rezultaty pozostają niemal takie same. To każe podejrzewać, że matura jest w praktyce „skalibrowana” – tak aby zdawalność utrzymywała się na społecznie akceptowanym poziomie, a egzamin spełniał funkcję państwowego filtra, który ma działać przewidywalnie. Kalibracja matury Co roku w maju powtarza się ten sam rytuał: jedni zaciskają kciuki, drudzy wieszczą katastrofę, a nagłówki podkręcają emocje, sugerując, że „matury znów poszły gorzej niż kiedyś”. Tyle że w tej opowieści zwykle brakuje najważniejszego pytania: czy wyniki mówią nam cokolwiek o realnym poziomie wiedzy uczniów? Śledząc statystyki poszczególnych roczników, można zauważyć wyraźny trend – wyniki niezależnie od zmiennych są wręcz identyczne. „Nie ma możliwości porównywania nieporównywalnych wyników egzaminów maturalnych, gdyż każdy rocznik zdaje egzamin na poziomie skalibrowanym do jego kompetencji. Przygotowywane testy mają własną skalę, toteż wynik np. 78% zdawalności z danego przedmiotu w jednym roku w porównaniu z 75% w poprzednim absolutnie nie oznacza, że nastąpiła poprawa o 3 pkt proc. Testy egzaminacyjne są konstruowane pod decyzję polityczną w sprawie pożądanego odsetka porażek, do którego dobiera się progowy wynik. Jeśli politycy rządzącej koalicji założą, k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl

Obywatele kontra słuszna idea

Obywatele kontra słuszna idea

Na Dolnym Śląsku narasta konflikt wokół planów budowy farm fotowoltaicznych – Nie jesteśmy przeciw fotowoltaice. Proszę zobaczyć, na dachach ilu domów są panele – mówią rozżaleni mieszkańcy Strugi, niewielkiej wsi na Dolnym Śląsku – ale czy rozwój zielonej energii ma oznaczać zniszczenie naszej miejscowości? Od dawna mieszkańcy sąsiednich miast odkrywali walory gminy Stare Bogaczowice w powiecie wałbrzyskim. Choćby korzystny dojazd. Do Wałbrzycha samochodem jedzie się kilkanaście minut; no, może nieco więcej. W inne strony, do Świebodzic lub Kamiennej Góry, jest dalej, ale i tak są chętni na codzienne dojazdy do pracy. Wrocław? I ten kierunek dla niektórych bywa do przyjęcia. Do tego firmy transportowe uruchamiają kolejne połączenia autobusowe. Cóż jednak dogodność komunikacyjna w porównaniu z niezwykłą urodą tych miejsc! To obszar Natura 2000. Wiodą tędy znane turystom szlaki. Można wędrować z Wałbrzycha przez Strugę do Zamku Cisy i dalej do Książa. Inna popularna trasa prowadzi ze Szczawna-Zdroju na Trójgarb, wzniesienie górujące nad Starymi Bogaczowicami – największą wsią, gdzie mieści się siedziba gminy. Na miłośników historii czekają pola dawnych bitew. W 1762 r., w czasie wojny siedmioletniej, starły się tu wojska austriackie i pruskie, chodziło o dominację nad Śląskiem. Więcej sentymentu mamy do następnej bitwy, z 1807 r., kiedy to lansjerzy Legii Polsko-Włoskiej roznieśli wrogów Napoleona. Ich zwycięstwo opisał w „Popiołach” Stefan Żeromski. Dziś na miejscu zmagań stoi pomnik i każdego roku 15 maja odbywają się uroczystości patriotyczne. Wędrówkę można zakończyć np. piknikiem przy ruinach wspomnianego Zamku Cisy albo zdobyciem któregoś ze wzgórz, skąd rozciąga się zachwycający widok. Nie brakuje też chętnych do odpoczynku na dobrze zagospodarowanym zalewie w Starych Bogaczowicach. Od niedawna funkcjonują jeszcze obiekty sportowe: boiska, siłownie plenerowe czy nowoczesne place zabaw z ruchomymi kładkami. Turyści muszą tu się wybrać specjalnie, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  11 maja, 2026
Sztuka strzelania sobie w kolano

Sztuka strzelania sobie w kolano

Nawrocki chce zmieniać konstytucję. Czy to poważne? Rada Nowej Konstytucji, którą powołał Karol Nawrocki, jeszcze nie zaczęła działać, a już okazała się kapiszonem. Miała być gamechangerem, przejęciem inicjatywy politycznej, a wyszło śmiesznie. Po raz kolejny możemy się przekonać, że polityka to trudna gra. I gdy zabiera się do tej gry człowiek z trzeciej ligi, efekt przeważnie jest żałosny. Spójrzmy na pole politycznej bitwy. Otoczenie Nawrockiego dozowało informacje, zapowiadano epokowe wydarzenie. Oto powstanie wielka prezydencka rada, która siądzie do pisania konstytucji. A to wszystko zakończy się referendum, które odbędzie się razem z wyborami w 2027 r. I że referendum będzie wielkim kołem zamachowym – wzmocni polską prawicę, która opowie się za nową konstytucją, i patrona inicjatywy, Karola Nawrockiego. Życie szybko te banialuki zweryfikowało. Pierwsze rozczarowanie przyszło po ogłoszeniu składu rady. Znanych nazwisk w niej jak na lekarstwo. Najbardziej utytułowany jest Józef Zych, były marszałek Sejmu. Ale ma 88 lat, więc trudno oczekiwać, by rzucił się w wir pracy. Kolejny były marszałek Sejmu, Marek Jurek, to też polityczny emeryt, znany ze skrajnych poglądów. Na nikim także nie robi wrażenia intelekt Julii Przyłębskiej, byłej prezes Trybunału Konstytucyjnego. Barbara Piwnik… Sędzia w stanie spoczynku i była minister sprawiedliwości, osoba popularna. Ale to karnistka, więc nie spodziewajmy się po niej pisania konstytucji. Zresztą ona to wie i w pierwszym wywiadzie po podpisaniu nominacji już mówiła, że rada tylko „zainauguruje ogólnonarodową debatę”. Żeby wysłuchać, co ludzie mają do powiedzenia. Jedyny konstytucjonalista w tym gronie, prof. Ryszard Piotrowski, też najpewniej Nawrockiego rozczarował. Bo oświadczył niemal natychmiast, że „nie jest nam potrzebny żaden reset, nie jest nam potrzebna żadna nowa konstytucja. To ludzie powinni się zmienić, zmienić swoje podejście do państwa i prawa, dopóki nie jest jeszcze za późno”. Piotrowski zaznaczył, że to jego stanowisko od lat, znane prezydentowi. Oto mamy radę, do której powołano ludzi z góry dystansujących się od jej prac. Czy też od prac, których oczekuje Nawrocki. Zatem prezydent i jego urzędnicy nie za bardzo wiedzieli, kogo do rady powołują, i że to wszystko wygląda na dość nerwową łapankę. Składem tego gremium nikogo na kolana nie rzucili. Również dlatego, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  11 maja, 2026
Niewidzialne dziecko

Niewidzialne dziecko

Oprawców Kamilka skazano. Instytucje pozostały bez winy 3 kwietnia 2023 r. nad Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach pojawił się śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Na pokładzie był ośmioletni chłopiec z Częstochowy, Kamilek. Śmigłowiec osiadł na lądowisku ostrożnie. Każde szarpnięcie, każde drgnięcie noszy mogło spowodować nowe obrażenia. Gdyby Kamilek był przytomny, oznaczałyby też dla dziecka ból trudny do wyobrażenia. Chłopiec miał rozległe, nieleczone rany oparzeniowe. W wielu miejscach odsłonięta była żywa tkanka. W niektórych ranach rozwijało się zakażenie, w innych już była martwica. Do Katowic przywieziono dziecko w stanie skrajnie ciężkim. Nie po wypadku czy nagłym nieszczęściu. Po dniach cierpienia, którego nikt w porę nie przerwał. Za Kamilka oddychał respirator. Lekarze wprowadzili chłopca w śpiączkę farmakologiczną, by ograniczyć ból i móc rozpocząć leczenie ran. Usuwano tkanki martwicze, wykonywano przeszczepy skóry, walczono z chorobą oparzeniową, niewydolnością oddechową i zakażeniem całego organizmu. Na ostatnim etapie pobytu w szpitalu konieczne było użycie ECMO, czyli aparatury do pozaustrojowego natleniania krwi i wspomagania krążenia. Kamilek zmarł 8 maja 2023 r., po 35 dniach walki o życie. Miał poparzone 25% powierzchni ciała. Oparzenia obejmowały głowę, tułów i kończyny. Lekarze stwierdzili także złamania kończyn, w tym starsze obrażenia. Bezpośrednią przyczyną śmierci była niewydolność wielonarządowa spowodowana chorobą oparzeniową i ciężkim zakażeniem organizmu. Ale medyczny opis śmierci nie wyjaśnia najważniejszego – dlaczego dziecko, już wcześniej maltretowane w okrutny sposób, nie otrzymało pomocy. I dlaczego nie zostało ochronione przed kolejnymi aktami sadyzmu. Pod okiem urzędników i służb Rodzina Kamilka była znana instytucjom socjalnym. W czerwcu 2022 r., czyli rok przed przewiezieniem nieprzytomnego Kamilka do Katowic, MOPS w Częstochowie skierował do sądu pismo z wnioskiem o zabezpieczenie dzieci w pieczy zastępczej. Sprawą zajmował się również sąd w Olkuszu, bo rodzina przemieszczała się między gminami i powiatami. Były ucieczki dziecka z domu, wagary i sygnały ze szkoły, że w tej rodzinie nie dzieje się dobrze. Już wcześniej zauważono poważne obrażenia. Była ręka w gipsie i ślady przemocy, a także tłumaczenia dorosłych i brak właściwej reakcji. Krótkie życie nauczyło Kamilka, że nie powinien się skarżyć, bo to nic nie da, a potem będzie gorzej. Rodzina zmieniała miejsca zamieszkania: Częstochowa, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  11 maja, 2026
Tusk nie ufa Trumpowi, Kaczyński i Nawrocki wierzą mu całkowicie

Tusk nie ufa Trumpowi, Kaczyński i Nawrocki wierzą mu całkowicie

Ameryka Trumpa czy Europa? Spór o polską politykę zagraniczną, który znów rozgorzał po wywiadzie Donalda Tuska dla „Financial Timesa”, wykracza poza codzienną polityczną bijatykę. Zacznijmy od Tuska. Powiedział w wywiadzie, że „największym i najważniejszym pytaniem dla Europy jest to, czy Stany Zjednoczone są gotowe być tak lojalne, jak opisano to w naszych traktatach”. Tłumaczył: „Dla całej wschodniej flanki, moich sąsiadów… pytanie brzmi, czy NATO jest nadal organizacją gotową, zarówno politycznie, jak i logistycznie, do reagowania, np. przeciwko Rosji, gdyby ta próbowała zaatakować”. I podkreślał: „To naprawdę poważna sprawa. Mam na myśli perspektywę krótkoterminową, raczej miesiące niż lata”. Zaznaczył przy tym, że Waszyngton traktuje Polskę jako jednego z najlepszych i najbliższych europejskich sojuszników. „Jednak kluczowe byłoby, jak zadziałałoby to w praktyce, gdyby »coś się wydarzyło«. Chciałbym wierzyć, że art. 5 NATO nadal obowiązuje, ale czasami, oczywiście, mam z tym pewne problemy”, kontynuował, zastrzegając, że nie chce być zbytnim pesymistą, lecz dziś potrzeba też „praktycznego kontekstu”. Jakiego? Premier przypomniał przypadek wejścia w polską przestrzeń rosyjskich dronów. „Miałem pewne problemy tej wrześniowej nocy, kiedy doszło do tej dość poważnej prowokacji z użyciem dronów ze strony Rosjan. Nie było mi łatwo przekonać naszych partnerów z NATO, że nie był to przypadkowy incydent, lecz dobrze zaplanowana i przygotowana prowokacja”. Na te wypowiedzi zareagował Jarosław Kaczyński, pisząc na platformie X: „Kolejny raz Tusk dał się podpuścić i wykonał dyspozycje z Berlina, atakując Amerykanów i de facto podważając sens art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, który gwarantuje wzajemną, sojuszniczą obronę. Tusk niszczy relacje polsko-amerykańskie, a w tym czasie Niemcy zacieśniają współpracę z Amerykanami nad koncepcją NATO 3.0”. Tuska zaatakował również Karol Nawrocki – domagając się informacji, czy Rosja zagraża Polsce w perspektywie najbliższych miesięcy… By ten spór lepiej naświetlić dodajmy jeszcze jedną wypowiedź, tym razem prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Podczas rozmowy z premierem Grecji Kiriakosem Mitsotakisem wezwał Europę do odrodzenia się i odbudowy swoich wpływów. „Nie powinniśmy lekceważyć faktu, że to wyjątkowy moment, w którym prezydent USA, prezydent Rosji i prezydent Chin są zdecydowanie przeciwni Europejczykom”, mówił. Macron ma rację. Mamy nową rzeczywistość międzynarodową i musimy się do niej dostosować. Stany Zjednoczone Donalda Trumpa de facto zerwały solidarność transatlantycką. Polityka sojuszy została zastąpiona polityką transakcyjną. Trump nazywa NATO „papierowym tygrysem”, nic nieznaczącym bez USA. Nie ukrywa rozczarowania tym, że Europa nie poparła go w wojnie z Iranem. Warto zwrócić uwagę na komentarz Białego Domu po wywiadzie Tuska. Po pierwsze, pomija on sprawę art. 5. Po drugie, zawiera ciąg pretensji. „Prezydent Trump jasno wyraził rozczarowanie NATO i innymi sojusznikami. Stany Zjednoczone utrzymują w Europie tysiące r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  4 maja, 2026
Przyśpieszenie w Michałowie

Przyśpieszenie w Michałowie

Sukces kryje się w umiejętności pozyskiwania pieniędzy – z Unii, z BGK. To niemal drugie tyle, ile dają dochody gminy Przyśpieszenie historii w Michałowie ludzie odczuli w tym wieku dwa razy. Pierwszy raz, kiedy 1 stycznia 2009 r. obudzili się w mieście. Rada Ministrów nadała wtedy ich wsi prawa miejskie. Drugi raz odczuli to w 2021 r. Temperaturę emocji w parlamencie, rządzie i mediach podnosiło wtedy hasło: „Gdzie są dzieci z Michałowa?”. O jakie dzieci chodziło? Kryzys, nazwany migracyjnym, rozpoczął się w nocy z 7 na 8 sierpnia 2021 r. Straż Graniczna zatrzymała 349 imigrantów z Iraku i Afganistanu. Przedarli się przez polsko-białoruską granicę. Fala narastała. W mediach pojawiła się nazwa nikomu przedtem w Polsce nieznanej wioski Usnarz Górny. Leży przy granicy z Białorusią, w powiecie sokólskim. To tu 8 sierpnia pojawiło się kilkudziesięciu Irakijczyków i Afgańczyków. Tamtego sierpnia media informowały o fali 1935 imigrantów, a niebawem o kolejnej – 1175. Niemiecka prasa też liczyła uchodźców, którzy nielegalnie przekroczyli polsko-białoruską granicę i dotarli do Niemiec. 21 sierpnia „Die Welt” pisze o 500 osobach, a dokładnie dwa miesiące później już o 5285. Rząd – wtedy władza należała do PiS – rozpoczyna operację „Silne wsparcie”. W istocie, silne. 4 listopada na przejściu w Kuźnicy Białostockiej i w okolicach jest już 12 tys. żołnierzy, 8 tys. funkcjonariuszy Straży Granicznej i 1 tys. policjantów. Razem 21 tys.! Pushback (od ang. wypchnąć z powrotem) staje się wtedy w Polsce pojęciem używanym w niemal każdej rozmowie. Stróże granicy mieli wypychać imigrantów z powrotem na Białoruś. Tak kazał rząd. Na przykład z grupy 1935 imigrantów wypchnięto 1175. Zasada była jedna: wypychać i nie pomagać. Za pomoc groziły procesy i kary. Mur Na granicy rósł pośpiesznie budowany mur wysokości 2,5 m. A w ludzkich sercach? Niektóre też otaczały się murem. Inne nie potrafiły. Sesja Rady Miejskiej w Michałowie. Przewodniczy jej Maria Bożena Ancipiuk. Zaproszony jest zastępca komendanta Straży Granicznej Piotr Dederko. Dederko płacze. Opowiada, że wyrzucił za płot, za druty, dzieci. I że nigdy w życiu już tego nie zrobi. Rada postanawia działać wbrew dyrektywom rządu. Przewodnicząca rady Maria Ancipiuk zajęła się koordynacją pracy stowarzyszeń, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  4 maja, 2026

Świat

Od 47 lat kraj jest obłożony sankcjami. To pogłębia problemy Juliusz Gojło – wieloletni dyplomata, specjalista od Bliskiego Wschodu, Afryki, krajów Azji Centralnej. W latach 2010-2017 ambasador RP w Iranie. Ekspert Centrum Stosunków Międzynarodowych. (Ciąg dalszy rozmowy z nr. 18) Mówił pan, że obecna wojna daje reżimowi w Teheranie drugi mit założycielski. Pierwszym była wojna z Irakiem, wtedy większość ludzi stanęła do obrony ojczyzny. Teraz mamy podobną sytuację: atakują naszą ojczyznę! Jednocześnie wojna zatrzymała ewolucję systemu, który powoli się otwierał. W Polsce o tym w zasadzie się nie mówiło. U nas Iran to państwo ajatollahów. – Iran generalnie ma bardzo zły PR. Wystarczy przejrzeć polskie gazety. Na pierwszym miejscu czołowe dzienniki oraz tzw. tygodniki opinii, gdzie takie sformułowania jak „archaiczny artefakt historii”, „państwo rządzone przez sfanatyzowane oddziały Strażników Rewolucji” czy „brodatych ajatollahów”, „raj w szponach starców” albo „piekło kobiet” to frazeologizmy i epitety na porządku dziennym. To są autentyczne cytaty. A przecież, jak mówi chińskie przysłowie, wszystko, co nie jest w pełni prawdą, co jest półprawdziwe, jest całym kłamstwem. Wyjaśnijmy, na czym polega mit założycielski republiki – nie jest nim obalenie szacha, tylko obrona przed iracką inwazją. Gdy byłem w Teheranie, rzucały się w oczy murale poświęcone bohaterom tamtej wojny. – Gdy mówię: rewolucja irańska, świadomie używam przymiotnika irańska, a nie islamska, dlatego że ona, jak większość rewolucji, miała dwa etapy. Pierwszy to był etap przeciwko szachowi, czyli przeciw czemuś, a drugi to był etap za czymś. Drugi etap został zdominowany przez duchowieństwo szyickie i przez ideały religijne. Ale w tym pierwszym wszyscy walczyli wspólnie przeciwko szachowi. Wtedy motorem rewolucji byli irańscy intelektualiści, a oni wówczas mocno lewicowali. I szli razem z mułłami? – Mieli wspólnego przeciwnika – reżim szacha. Po drugie, ideologia lewicowa pokrywała się z teologicznymi założeniami szyizmu na temat sprawiedliwości społecznej. Dlatego w tej rewolucji lewicujący intelektualiści szli ramię w ramię z duchowieństwem. Takie rzeczy się zdarzają – w Polsce w latach 80. lewicowi intelektualiści też szukali schronienia w salach parafialnych, występowali tam, chrzcili się, modlili. Duchowieństwo było w Iranie tradycyjnie tą grupą, która zawsze w XX w. optowała za zmianami prodemokratycznymi i wolnościowymi. Iran jest pierwszym państwem w Azji, w którym przyjęto konstytucję. A ruch konstytucyjny miał silne poparcie duchowieństwa. Dlatego ideologia rewolucji irańskiej była połączeniem ideałów lewicowych, różnej proweniencji, z koncepcjami szyickimi. Tak się dało? – W szyizmie główną koncepcją, która ma wartość dogmatyczną, jest koncepcja Sprawiedliwości. Tak właśnie – przez duże S. Jeżeli świat jest stworzony w sposób doskonały, to jest sprawiedliwy, bo Bóg jest sprawiedliwy. Jeżeli sprawiedliwość jest naruszana, to znaczy, r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

X krucjata bożej Ameryki

X krucjata bożej Ameryki

Z perspektywy historycznej chrześcijański nacjonalizm w Ameryce przybiera na sile Korespondencja z USA Według najnowszych badań tylko co czwarty Amerykanin uważa, że wojna w Iranie warta jest kosztów, jakie pochłania, aż 60%, w tym 57% republikanów, nie popiera obecnej polityki USA wobec Izraela (Ipsos/Reuters oraz Pew Research Center, kwiecień 2026 r.). Rośnie też grupa, której rozwój wypadków na Bliskim Wschodzie uprzytomnił jeszcze jedno: że choć wydaje się to nierealne, Ameryka ruszyła na Iran pod chorągwiami tej samej krucjaty religijnej, którą niemal tysiąc lat temu wysyłał do Ziemi Świętej papież Urban II. Gdy będą Państwo czytali ten tekst, niewykluczone, że tocząca się równolegle z wojną w Iranie wojna Donalda Trumpa z papieżem Leonem XIV, piętnującym amerykańskie zaślepienie siłą militarną, wejdzie na kolejny poziom absurdu, przy którym pouczanie papieża na temat teologii przez wiceprezydenta J.D. Vance’a okaże się drobiazgiem. To sytuacja w najnowszej historii bezprecedensowa, nic więc dziwnego, że media na całym świecie sprzedają ją jak najlepszy sitcom, nie przywiązując zbytniej wagi do szczegółów. Bardzo niedobrze, bo aby zrozumieć, z czym naprawdę mamy do czynienia, konieczne są właśnie szczegóły. Takie jak ten, że gdyLeon XIV oświadczył w Niedzielę Palmową, iż „Bóg nie słucha modlitwy tych, którzy wojnę prowadzą, i odrzuca ją, mówiąc: Ręce wasze pełne są krwi”, zwracał się nie do Trumpa, ale do Pete’a Hegsetha. Dokładnie zaś nawiązywał do przemówienia Hegsetha z 25 marca, w którym szef Pentagonu zapowiadał „bezwzględną przemoc wobec tych, którzy nie zasługują na litość”. Czy papież miał na myśli wyłącznie działania wojenne? A może chciał w ten sposób zwrócić uwagę świata na najniebezpieczniejszy symptom choroby toczącej dziś USA: rządy fanatyków religijnych? Święta wojna Zacznijmy od przesłanek tej wojny. Ameryka może i nie ma powodów do chluby, jeśli chodzi o eskapady wojenne z ostatniego półwiecza, ale przynajmniej zawsze z wyprzedzeniem komunikowano narodowi amerykańskiemu ich cel lub cele. Pomijam tu nieoficjalne interesy, które były do ugrania na zapleczu toczących się walk. A jednak warto przypomnieć – George W. Bush urabiał Amerykanów przez sześć miesięcy, zanim wydał rozkaz o rozpoczęciu operacji „Iracka wolność”. Jego ojciec tyle samo czasu poświęcił na to przed początkiem operacji „Pustynna Burza”. Dziwne więc było, choć składano to na karb coraz bardziej chaotycznego i niezrównoważonego zachowania starzejącego się Donalda Trumpa, że ataków na Iran nie poprzedziło sianie propagandy o amerykańskiej racji stanu, żadne bicie patriotycznej piany ani jednoczenie się wokół flagi. Jeszcze dziwniejsze – że przekazy wychodzące od administracji w pierwszych tygodniach ataków potrafiły jawnie sobie przeczyć. Chodzi o zniszczenie irańskiego arsenału nuklearnego czy odpowiedź na rzekomo szykowany przez Iran atak na USA? A może o obalenie reżimu, który zamordował ostatnio tysiące własnych obywateli? Działania USA przypominały przesuwanie figur na szachownicy przez kogoś, kto w ogóle nie zna reguł gry. Potrzeba było dziennikarzy śledczych, przede wszystkim z „New York Timesa”, by potwierdzić to, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  4 maja, 2026
Polityczne zmiany w Bułgarii

Polityczne zmiany w Bułgarii

Czy Rumen Radew, jako premier, powstrzyma dalszy rozpad państwa? Korespondencja z Bułgarii Przeprowadzone 19 kwietnia wybory parlamentarne w Bułgarii przyniosły miażdżące zwycięstwo formacji byłego prezydenta Rumena Radewa, Postępowej Bułgarii. Można przyjąć, że o ile nie zajdzie żadna nadzwyczajna okoliczność, były to ostatnie wybory z długiej serii przedterminowych elekcji – ośmiu od 2020 r. Niedoszacowani i przeszacowani Ugrupowanie Radewa uzyskało wynik całkowicie niedoszacowany przez ośrodki badania opinii publicznej – sięgający 45% poparcia, co przełożyło się na 131 mandatów w 240-osobowym, jednoizbowym Zgromadzeniu Narodowym. Drugie miejsce zajęła partia GERB Bojka Borisowa – polityka, który przez ponad 15 lat pozostawał swoistym właścicielem bułgarskiego życia politycznego – uzyskując wynik niemal trzykrotnie niższy, nieco ponad 13%. A mowa o ugrupowaniu, które przez lata funkcjonowało jako rdzeń obecnego systemu władzy i jego główny beneficjent. Trzecie miejsce przypadło koalicji Kontynuujemy Zmianę – Demokratyczna Bułgaria (PP-DB), będącej ekspozyturą polityczną liberalnej inteligencji bułgarskiej, radykalnie proeuropejskiej i przywiązanej do euroatlantyckiego kursu państwa. Do parlamentu weszły także DPS-Nowy Początek (7%) oraz partia Odrodzenie (4,3%). Kilka innych istotnych dotąd formacji – w tym Bułgarska Partia Socjalistyczna – nie przekroczyło progu wyborczego. Fakt, że ugrupowanie Borisowa, stworzone dwie dekady temu przy wsparciu niemieckich konserwatystów i przez lata rozwijane pod ich politycznym parasolem, uzyskało dziś wynik raptem nieco przekraczający 10%, ma ogromne znaczenie i zwiastuje koniec pewnej epoki. Mówimy o partii, która długo była osią systemu władzy w Bułgarii, a sam Borisow sprawował w tym czasie wręcz dyktatorską kontrolę nad instytucjonalnym i gospodarczym porządkiem państwa. Tak głęboki spadek poparcia należy zatem traktować jako totalną dezintegrację jego zdyscyplinowanego dotąd elektoratu, który zapewniał mu poparcie wystarczające do rządzenia. Konsekwencje tego krachu dopiero zaczną się ujawniać. To właśnie wokół tej formacji i tej osoby ukształtował się śródziemnomorski oligarchiczny model rządów, oparty na sieciach powiązań politycznych, biznesowych i instytucjonalnych, na granicy świata formalnej polityki i układów kryminalnych. Istotnym punktem odniesienia pozostaje tu Deljan Peewski i jego DPS-Nowy Początek, który w ostatnich latach wyrósł na jednego z głównych pretendentów do przejęcia części tego wpływu. Choć oba ośrodki były wobec siebie konkurencyjne, teraz najpewniej zaczną wspólnie kontrować projekt Radewa, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  27 kwietnia, 2026
Sycylię z Kalabrią połączy najdłuższy most świata

Sycylię z Kalabrią połączy najdłuższy most świata

Nowe pokolenie Włochów ma dość archaicznej przeprawy na najważniejszą ze swoich wysp Most, który połączy Półwysep Kalabryjski z Sycylią, ma być najdłuższym na świecie mostem wiszącym. Jego długość wyniesie ok. 3,7 km, rozpiętość między przęsłami – 3,3 km. Pomysły, by połączyć Kalabrię z Sycylią trwałą konstrukcją, pojawiały się już w… starożytności, w roku 252 p.n.e. Naukowcy nie mają wątpliwości, że już wtedy próbowano ustawić na wodach Cieśniny Mesyńskiej tuziny konstrukcji przypominających pontony. Do tematu mostu w tym strategicznym miejscu na poważnie powrócono w XIX w., jeszcze przed zjednoczeniem Włoch, gdy władcą Królestwa Obojga Sycylii był Ferdynand II z dynastii Burbonów. Panuje przekonanie, że zarówno południe Italii, jak i Sycylia zawsze były (i są) traktowane jako miejsce bez wielkiego znaczenia. Tymczasem przed zjednoczeniem to właśnie w Królestwie Obojga Sycylii rozwijano transport i budownictwo. Dopiero po zjednoczeniu Włoch nastąpił regres cywilizacyjny regionu. Jednak przeniesienie w 1871 r. stolicy Włoch do Rzymu, skąd bliżej było na południe, spowodowało, że odżył pomysł połączenia włoskiego buta z jego największą wyspą. Takie trwałe połączenie miało zmniejszyć widoczne do dziś różnice cywilizacyjne między bogatszą północą a biedniejszym południem. Na początku XX w. stałe połączenie niekoniecznie oznaczało budowanie mostu. Pojawiła się koncepcja, którą zrealizowano między Anglią a Francją – budowy podmorskiego tunelu. Zawirowania historyczno-przyrodnicze Plany budowy mostu zatrzymało także tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi z 1908 r., o sile 7,1 stopnia w skali Richtera. Doszczętnie zniszczyło ono Mesynę. Śmierć poniosło wówczas 80 tys. osób, większość właśnie w Mesynie. To wydarzenie spowodowało, że zarzucono również pomysł tunelu. Przeciwnicy owych projektów wskazywali liczne przeszkody z naturą w roli głównej. Poza ryzykiem wstrząsów tektonicznych wymieniali bliskość aktywnego wulkanu, Etny, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  27 kwietnia, 2026
Iran ma dziś więcej kart

Iran ma dziś więcej kart

Wojna wzmocniła pozycję Teheranu Juliusz Gojło – wieloletni dyplomata, specjalista od Bliskiego Wschodu, Afryki, krajów Azji Centralnej. W latach 2010-2017 ambasador RP w Iranie. Ekspert Centrum Stosunków Międzynarodowych. Zaskoczyła pana reakcja Iranu na atak USA i Izraela? I wszystko, co później się wydarzyło? – Nie zaskoczyła mnie ta reakcja ani nie zaskakuje mnie to, co obecnie się dzieje. Ten scenariusz przedstawiałem jeszcze przed wojną, w „Res Humana”. Może pan sprawdzić. Skąd brała się pańska pewność? – Było dla mnie oczywiste, że atak na Iran jest absolutnie kontrproduktywny i niczego nie przyniesie. Do dziś nie wiemy, jakie są cele Stanów Zjednoczonych. Stąd konkluzja: jedynym krajem, który na pewno chciał tej wojny, nie są Stany Zjednoczone, tylko Izrael. Inna konkluzja: jeżeli przyjrzymy się regionowi, zobaczymy, że wszystkie kraje, z wyjątkiem Iranu, są państwami albo upadłymi, albo pod kontrolą reżimów przyjaznych wobec Izraela lub Stanów Zjednoczonych, albo jedno i drugie. Tę tezę można rozwinąć: doprowadzenie do porozumienia jądrowego z Iranem absolutnie nie było w interesie Izraela. Czyli Izrael był przeciwny negocjacjom w Genewie, które szły w dobrym kierunku. Chciał wojny i zniszczenia Iranu. – Przypomnę rok 2018. Wtedy Donald Trump wycofał Stany Zjednoczone z porozumienia jądrowego z Iranem. A mimo to Iran przez rok od złamania tego porozumienia przestrzegał jego warunków. I w zasadzie wszyscy poważni eksperci, łącznie z szefem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, ba, łącznie z tzw. środowiskami wywiadowczymi Stanów Zjednoczonych i byłym szefem Izraelskiej Agencji Jądrowej, są zgodni, że Iran nie prowadził daleko posuniętych prac nad bronią jądrową. Tak, wzbogacał uran, tu nie ma co dyskutować, a wiadomo, że powyżej pewnego poziomu wzbogacenia uran ma zastosowanie tylko wojskowe. Nadal jednak traktat o nieproliferacji broni jądrowej, czyli NPT, którego Iran jest sygnatariuszem, nie narzuca jakiegokolwiek pułapu wzbogacania materiałów rozszczepialnych. Iran korzysta z tego prawa, a przy tym poddaje się inspekcjom. W Teheranie z uwagą śledzone są losy Ukrainy, która wyrzekła się broni jądrowej w zamian za gwarancje swojej suwerenności i integralności terytorialnej. Po czym jeden z „gwarantów” na nią napadł, a pozostali, z USA na czele, nie są w stanie lub nie chcą się wywiązać z podjętych zobowiązań. Dla Iranu program jądrowy to polisa ubezpieczeniowa. O tyle ważna, że od 47 lat kolejne administracje w Białym Domu mówią, że wobec Iranu „wszystkie opcje są na stole, z militarną włącznie”. Takie sformułowanie padło nawet z ust laureata Pokojowej Nagrody Nobla, prezydenta Baracka Obamy. Pytanie, jak daleko był Iran do osiągnięcia tego poziomu. – Premier Izraela Netanjahu od 30 lat powtarzał, że to jest imminent threat. A jak to tłumaczyć? Natychmiast, niebawem, w najbliższej przyszłości? Jeżeli pomyślimy, jakie były cele tej wojny, to na pewno w Stanach Zjednoczonych te cele nie zostały zdefiniowane. Zdefiniował je premier Netanjahu. Teraz mamy zawieszenie broni i negocjacje. Dzieje się to dlatego, że Iran wybrał bardzo skuteczną metodę wojny – zablokował cieśninę Ormuz. Jest też pewne, że jemeńscy Huti, sprzymierzeńcy Iranu, są w stanie zablokować cieśninę Bab al-Mandab. – To, że Iran zablokuje cieśninę Ormuz, Za tydzień druga część rozmowy z ambasadorem Juliuszem Gojłą: • Co legitymizuje reżim? • Kto obalił szacha? • Jak głęboko sięga islam? • Tajemnice styczniowych demonstracji. • Jaka jest rola kobiet w Iranie? r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

  27 kwietnia, 2026
Miasto po zmianie

Miasto po zmianie

Jak Forst na Łużycach rewitalizuje dziedzictwo przemysłowe Korespondencja z Niemiec Miasto było mi znane jedynie jako stacja kolejowa w drodze do Berlina. Ale wreszcie pojawiła się pokusa przyjrzenia się bliżej „niemieckiemu Manchesterowi”. Kusiła Polka, zakochana w historycznych postaciach regionu, fascynującym ogrodzie różanym i nieistniejących już 300 kominach fabrycznych ponad Forst na Łużycach. Jolanta Imbierska, miejska urzędniczka odpowiedzialna za turystykę, odczarowała mi miasto, a każdy poznany dzięki niej rozmówca zaprosił do innego mikrokosmosu. Forst ma wręcz nadmiar wspaniałej postindustrialnej architektury, willi przemysłowców, szkół zawodowych i zakładów, w większości zamkniętych po „zmianie” w latach 90. Kominy prawie zniknęły z krajobrazu. Miasta nie stać na ratowanie wszystkiego. Ale pojawili się prywatni właściciele postindustriali – są dla siebie konkurencją w pozyskiwaniu coraz bardziej ograniczonych środków, bacznie się obserwują. Każdy w swoim stylu i celu rewitalizuje dziedzictwo materialne. Zgadzają się co do jednego: kupili obiekty, a nie zabytki. Tylko że od jakiegoś czasu objęto je ochroną konserwatorską, co bardzo utrudnia życie. Gdyby nie upór i pomysłowość ludzi, niejednego obiektu już by nie było. Ratują, jak Anett Dörl z Traumfabrik, dawne zakłady tekstylne przed nadmiernym spokojem. Dla nieużywanych obiektów czasy bezruchu są śmiercią. Trzeba je ożywiać i niepokoić. Są w Forst i kamienie pamięci po zamordowanych obywatelach żydowskiego pochodzenia, Stolpersteine, i mniejszość słowiańska, Serbołużyczanie, widoczna w dwujęzycznych napisach w mieście. To kolejne warstwy miejscowego palimpsestu. Traumfabrik, czyli Fabryka Marzeń Pięć kondygnacji, odrestaurowany parter, gościnne podwórze nad Młynówką. Soczyste graffiti, pozostałości po projektach artystycznych, podłogi malowane przez dzieci podczas różnych zajęć, imponujące widoki z góry. Obrazki jak z budynków Hundertwassera, rośliny próbują się rozpychać pośród konstrukcji. Porzucone bele materiałów z lat 90., wielobarwne „dywany” z nici do tkania – jedna wielka scenografia. Przestrzenie te są wykorzystywane do kręcenia teledysków, organizowania koncertów oraz sesji ślubnych i modowych. Płytki podłogowe znanej firmy sprzed ponad 100 lat trwają, czynna jest winda służąca dawniej produkcji, jest i komin, a obok stylowa dawna willa właścicieli. Czy dla 39-letniej właścicielki Anett Dörl dawne zakłady włókiennicze Bergamiego i Noacka to fabryka marzeń? Jej marzenia z pewnością wychodzą poza schematy, a konserwator zabytków gra w nich wielką rolę. – Kupiłyśmy tę fabrykę z mamą ponad 10 lat temu, zawsze chciałyśmy robić coś dla młodych ludzi, by ich zatrzymać w Forst. Z czasem to było za dużo dla mamy i od sześciu lat sama prowadzę Traumfabrik (Fabryka Marzeń). Ale nic z tego, co kupowałam, nie było zabytkiem, teraz jest inaczej i to problem – mówi „właścicielka ziemska”, b.dzon@tygodnikprzeglad.pl Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

  27 kwietnia, 2026

Kultura

AKTUALNOŚCI

Więcej
Aktualne Notes dyplomatyczny

Porozmawiajmy o zarabianiu

Gdy w roku 1999 likwidowano biura radcy handlowego, przedstawiano to jako wielki sukces, jako pogrzebanie starej, PRL-owskiej struktury. Tłumaczono, że polska gospodarka wygląda teraz inaczej i tak naprawdę, po tym jak wielkie przedsiębiorstwa państwowe przestały działać, biura te nie mają zadań. Jeżeli więc jeszcze na początku 1999 r. funkcjonowały 103 biura radców handlowych, wydziały i przedstawicielstwa handlowe nadzorowane przez ministra gospodarki, to potem zaczęło się odcinanie. 78 placówek przekształcono w wydziały ekonomiczno-handlowe ambasad lub konsulatów RP. A 25 placówek, przeważnie jednoosobowych, zostało zlikwidowanych. Były to m.in. placówki w Phenianie, Kuwejcie, Bengazi, Islamabadzie i Dubaju. Część pracowników BRH, a byli oni na etatach resortu gospodarki, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Od czytelników

Listy od czytelników nr 18/2026

Jak przekonać ludzi do korzystania z systemu kaucyjnego? Przecież system kaucyjny nie jest nowością. Przez wiele lat odstawialiśmy w kącie butelki po wypitej wodzie, sokach i innych napojach, żeby odnieść je do sklepu. Nie dość, że szklane butelki były ciężkie, to jeszcze zdarzało się, że sklep nie chciał ich przyjąć, ponieważ nie mieliśmy paragonu za zakupione napoje. Teraz opakowania przynajmniej są lekkie. Wychodząc na zakupy w sobotę, widzę coraz więcej młodych ludzi podążających z wypełnionymi dużymi torbami w kierunku sklepu, w którym przyjmowane są butelki i puszki. Zapewne mama robi porządki, a młody człowiek otrzymał polecenie odniesienia tych opakowań do automatu. Przypuszczam, że w wielu przypadkach kaucja zwrotna wędruje do kieszeni córki czy syna. Dzięki temu system funkcjonuje coraz lepiej. Nie wiem, jak jest z odbiorem tych opakowań poza dużymi miastami. Czy są automaty? Czy odbiór prowadzą sklepy? Ja w każdym razie zauważyłam, że w moim osiedlu kontener z napisem „Plastik” zapełnia się dużo wolniej niż do tej pory. Dajmy sobie czas na przywyknięcie do nowości. Katarzyna Malec Siewcy polexitu Nie jest prawdą, że najgroźniejsze jest banalizowanie absurdów UE. Najgroźniejsze jest wytwarzanie absurdów przez UE. Unia, Bruksela, Komisja Europejska, ale i różne instytucje krajowe wytwarzają lawinę absurdów. To niszczy Unię. I zapewne zniszczy. UE przeszła do absurdów w trybie turbo, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Od pornografii do władz SDP

Jak pogodzić radiomaryjne kazania z biznesem pornograficznym? Przed takim wyzwaniem stoi Jolanta Hajdasz, prezes pisowskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Od ponad pół roku szykuje odpowiedź na pytania OKO.press. Wredne są te pytania dotyczące Pawła Gąsiorskiego, od marca 2025 r. członka zarządu głównego SDP! A wcześniej rzutkiego króla serwisów pornograficznych. W szczycie miał ich ok. 400 i 210 domen, w tym porno.com.pl, jedną z największych. W czasie procesu ze wspólnikiem działacz SDP chwalił się, że bardzo dużo na tym zarobili. Za OKO.press przypominamy prezes Hajdasz te pytania: • Czy jako katolicka dziennikarka i szefowa konserwatywnego SDP pochwala taką działalność i przeszłość członka zarządu SDP? • Czy prowadzenie ok. 210 stron porno/erotycznych to cenne i właściwe doświadczenie zawodowe dla członka zarządu organizacji dziennikarskiej? Śmiało, pani Hajdasz. Prawda panią wyzwoli. Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

eobuwie.pl Schrödingera

Portal Eobuwie robi wiele, by podpaść Rzecznikowi Praw Konsumenta. Klient kupił trzy pary butów w promocji. Zapłacił i czekał. Paczka nie dotarła – została uszkodzona. Firma napisała mejl. W ramach przeprosin dają 10% zniżki na dwa produkty w koszyku. Rabaty się nie łączą. Wyprzedaż tymczasem się skończyła, czyli za to samo klient zapłaci więcej. Ale najpierw musi poczekać na zwrot pieniędzy. Dostanie je, dopiero gdy Eobuwie otrzyma tę rozwaloną paczkę od przewoźnika… Głupota, korpooderwanie od rzeczywistości, a może świadome oszukiwanie klienta? Przecież można było wysłać te same buty jeszcze raz. Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Notes dyplomatyczny

Made in USA

Frak ambasadora musi mocno uwierać Toma Rose’a, bo co chwilę wyskakuje z jakimiś komentarzami dotyczącymi polskiej polityki. Tak było w ubiegłym tygodniu, gdy ze zgrozą pisał na platformie X o marszałku Sejmu Włodzimierzu Czarzastym: „Ten człowiek jest zagrożeniem! Celem jego zapalczywej retoryki obrażającej prezydenta USA Donalda Trumpa może być jedynie zaszkodzenie stosunkom amerykańsko-polskim i osłabienie własnego kraju”. A pisał dlatego, że Czarzasty w wywiadzie dla „Financial Timesa” powiedział, że Trump to lider chaosu. Ale już parę dni później Rose chwalił Czarzastego i pisał: „Brawo dla niego!”. To po tym, jak marszałek Sejmu złożył w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez posła Konrada Berkowicza. Mamy więc ambasadora komentatora. I to zapatrzonego w swojego prezydenta. Jego poprzednik, Mark Brzezinski, również zaznaczał swoją obecność, ale robił to nieco inaczej. Znana jest sprawa z 15 listopada 2022 r., gdy w Przewodowie na Lubelszczyźnie spadła ukraińska rakieta obrony przeciwlotniczej, w wyniku czego śmierć poniosło dwóch Polaków. To był szok, polskie władze musiały reagować, ale początkowo nie wiedziały, czyja to rakieta, czy to uderzenie przypadkowe itd. I wtedy do gry wszedł Mark Brzezinski. Wysłał do polskiego ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua kilka SMS-ów o treści: Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Promocja

Więcej
Promocja

Stalowe pokrycia trapezowe – zastosowania zalety i dostępne powłoki ochronne

Artykuł sponsorowany Blacha trapezowa to niezastąpiony materiał we współczesnym budownictwie, ceniony za swoją wszechstronność, trwałość i ekonomiczność. Jej prawidłowy dobór, z uwzględnieniem różnic między wariantami konstrukcyjnymi a osłonowymi oraz wpływu wysokości profilu, jest kluczowy dla powodzenia projektu.

Promocja

Muzyczny „tuning” produktywności. Jak odpowiednie stacje radiowe pomagają pracować szybciej i z większą lekkością?

Artykuł sponsorowany Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że muzyka stanowi najprostszy, a zarazem w pełni legalny doping dla ludzkiego mózgu podczas wysiłku intelektualnego. Odpowiednio dobrane dźwięki potrafią błyskawicznie zmienić chemię w naszym organizmie, przekształcając

Promocja

Czy robot koszący poradzi sobie na nierównej działce?

Artykuł sponsorowany Marzysz o idealnie przystrzyżonym trawniku, ale Twoja posesja przypomina tor przeszkód pełen pagórków i zagłębień? Wiele osób zastanawia się, czy nowoczesna technologia sprosta wyzwaniom, jakie stawia natura poza płaskimi dywanami zieleni. Współczesne

Promocja

Folia moletowana – jak przedłużyć świeżość produktów i uniknąć błędów przy pakowaniu próżniowym?

Artykuł sponsorowany Pakowanie próżniowe nie jest już domeną wyłącznie dużych zakładów produkcyjnych. Obecnie metoda ta jest wykorzystywana powszechnie w restauracjach, stosują ją również lokalni producenci żywności czy domowi pasjonaci gotowania. Elementem często niedocenianym w procesie pakowania,

Promocja

Automatyczne roboty mobilne – nowy standard w nowoczesnej intralogistyce

Artykuł sponsorowany Nowoczesne rozwiązania technologiczne są coraz powszechniej stosowane w magazynach oraz centrach logistycznych czy dystrybucyjnych. Jednym z nich są automatyczne roboty mobilne, które mogą zastąpić np. wózki ręczne czy widłowe. Pracują wydajnie i są w stanie w wielu zadaniach wyręczyć pracowników.