Czas na model skandynawski

Czas na model skandynawski

Bez wielkiego zdziwienia przyjąłem kolejny tekst Janusza Majcherka głoszący, że lepszego świata nie będzie i trzeba z radością zaakceptować to, co jest – neoliberalny turbokapitalizm („Socjalizm szkodzi w każdym wieku. Polemika z Łukaszem Michnikiem”, „Gazeta Wyborcza”, 2.04.2021). Bez zdziwienia, ponieważ jeśli pojawiają się jakiekolwiek idee odejścia od modelu kapitalistycznego, prof. Majcherek stwierdza, że to się nie uda, co więcej, to nie powinno się udać, albowiem świat, w jakim żyjemy, jest najlepszym z możliwych. Pojawia się tutaj także typowy dla jego felietonistyki rys pseudomądrości wynikającej ze starości: niech się młodzi nie łudzą, żadna istotna zmiana nie jest możliwa, trzeba się przystosować. Ich idealizm jest śmieszny i groźny, pachnie Majcherkowi tęsknotami do socjalizmu, który to – jego zdaniem – jest niczym innym jak tylko ładniej opakowanym komunistycznym totalitaryzmem. Zaiste zadziwiające są takie uproszczenia w wydaniu profesora filozofii, dobrze znającego historię myśli społecznej i politycznej. Powinien wszak wiedzieć, że to partiom socjalistycznym i socjaldemokratycznym świat zawdzięcza zamianę okrutnego, skrajnie niesprawiedliwego kapitalizmu XIX w. w system znośny, a czasami wręcz, jak w latach 1945-1979, całkiem niezły. Nie mówiąc już o tym, że i na płaszczyźnie teoretycznej socjalizm niejedno ma imię, więc wrzucanie go do jednego worka z komunizmem i oskarżanie o skrajność to wyraz albo ignorancji, albo złej woli. W tym kontekście również „argument z Wenezueli” jest niepoważny, nic bowiem nie skazuje rządów socjaldemokratycznych na akceptację takiego przebiegu wypadków, o czym świadczą udane rządy partii socjaldemokratycznych w Europie XX w. lub nieźle zapowiadający się eksperyment rządów socjalistycznych w Chile, przerwany przez ingerencję Stanów Zjednoczonych oraz wewnętrznych sił prawicowych. Jak wiadomo, po puczu Pinocheta stworzyły one z tego kraju laboratorium systemu neoliberalnego, radośnie kopiowanego także u nas po 1989 r. Fatalne skutki tej neoliberalnej rewolucji są dziś widoczne gołym okiem, to rzeczy powszechnie znane (mówi o tym większość uznanych ekonomistów, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy i takie organa wielkiego kapitału jak „Financial Times”). Pozostawmy zatem owe rozważania o socjalizmie traktowanym jako straszak w spokoju. Młodych zaś, którzy marzą o lepszym świecie, traktujmy raczej jako nadzieję na przyszłość, a nie nieznających historii, w tym rzeczywistości tzw. realnego socjalizmu, naiwniaków. Ja ją znam bardzo dobrze, a jednak całym sercem jestem po ich stronie. Tym bardziej że ich ideały wcale nie odbiegają od ideałów ruchu Solidarności, w którym jako młody człowiek z entuzjazmem wziąłem udział. Pełno w nim było takich „naiwniaków” marzących o lepszym, sprawiedliwszym świecie i gdyby słuchali starszych, ostrzegających, że to nie może się udać, z pewnością by się nie udało. A teraz sprawa najważniejsza, mianowicie system skandynawski. Przyznam, że fragment mu poświęcony czytałem z zażenowaniem i doprawdy, Drogi Januszu, nie popisałeś się tym razem. Jak można bowiem ten najbardziej udany ze wszystkich modeli kapitalizmu próbować aż tak niemądrze dezawuować? To, że jacyś bogaci ludzie uciekają od płacenia podatków, nie świadczy o tym, że podatki jako takie są złe, tylko o tym, że nawet w krajach o najwyższej świadomości istnienia wspólnoty obywatelskiej zdarzają się bogacze bardziej dbający o własny interes niż o dobro wspólne. Słowem, fakt unikania opodatkowania przez ucieczkę z bogactwem do krajów o innym systemie podatkowym, albo wręcz do rajów podatkowych, świadczy nie o wadliwości systemu społeczno-ekonomicznego, w którym płacenie ich jest konieczne, ale o moralności możnych tego świata, o ich egoizmie i braku zrozumienia, że ich bogactwo nie byłoby możliwe, gdyby nie wspólnota, z której zaufania i wsparcia korzystali. Poza tym bogacze z reguły w żadnym systemie nie chcą płacić podatków, hołdując libertariańskiemu przekonaniu, że „podatki to kradzież”. Co do samego zaś modelu skandynawskiego czy nordyckiego, to jest on z pewnością najlepszym z możliwych modeli kapitalizmu i najwyższa pora, abyśmy to zrozumieli także nad Wisłą. Można by tutaj przytaczać różne statystyki, niech jednak wystarczy przypomnienie, że we wszystkich rankingach jakości życia i poczucia szczęścia kraje skandynawskie zajmują od lat pierwsze pozycje, a Stany Zjednoczone, ów wzór kapitalizmu dla polskich neoliberałów w stylu Janusza Majcherka, sytuują się w drugiej dziesiątce, i to z tendencją spadkową (nie przypadkiem też system skandynawski jest wzorem dla większości młodych ludzi w Stanach, zdecydowanie nieakceptujących, jak pokazują badania, amerykańskiego status quo). Nie oznacza to wcale, że kraje skandynawskie są rajem na ziemi. Jednak w porównaniu z krajami hołdującymi

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 17/2021, 2021

Kategorie: Andrzej Szahaj, Felietony